Pierniczenie objęło wszelkie strefy mojego życia, w domu wszędzie pierniczki, w pracy pierniczki, bez ich korzennego zapachu nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia.
W tym roku przepis zapożyczyłam z piernikowego domina Ani z bloga Na miotle
(lukrowanie zdecydowanie nie jest moją mocną stroną
)
Cytuję za Anią (moje zmiany kursywą)
800 g mąki pszennej
300 g cukru pudru (u mnie nieco mniej)
100 g mielonych orzechów
10 g sody oczyszczonej
200 g masła roślinnego lub margaryny
4 jajka
1/3 szklanki miodu
2 łyżki przyprawy korzennej (dałam 3 łyżki)
3 łyżki kakao (nie dodawałam)
Margarynę , cukier puder i miód ucieramy na gładką masę.
Gdy masa jest jednolita dodajemy jajka.
W osobnej misce mieszamy mąkę, mielone orzechy, sodę, przyprawę korzenną i kakao. Sypkie produkty stopniowo dodajemy do masy jajecznej i mieszamy mikserem na wolnych obrotach. Wymieszane ciasto jest luźne.
Zawijamy ciasto w folię spożywczą i wkładamy na noc do lodówki (dałam na 4 godziny do zamrażalnika i też było dobrze). Przy wałkowaniu podsypujemy mąką, ciasto jest elastyczne i daje się bardzo cienko wałkować .
Pierniczki można piec na drugi dzień – ciasto nie wymaga leżakowania. Pierniczki pieczemy 6 – 8 minut w temperaturze około 200 stopni.














